Zgapiając bezczelnie z bloga Andre Bertel, chciałbym dzisiaj przedstawić mój plan treningowy jaki stosuję w moich indywidulanych treningach.
W związku z faktem, iż szykuję się na egzamin na 3 dan, to głównie skupiam się na obowiązujących mnie wymaganiach egzmaminacyjnych w ramach KWF. Szczególną uwagę skupiam na prawidłowości formy techniki, jak i prawidłowej pracy biodra (koshi kaiten).
Kihon
Free style kamae Kizami-zuki -> sanbonzuki
Free style kamae Kizami-zuki -> mai-geri->oizuki
Free style kamae krok do tyłu age-uke -> mawashi-geri ->uraken->oizuki
Kibadachi yoko-geri-keage -> yoko-geri-kekomi (na zmianę)
Z zenkutus-dachi w miejscu - mai-geri->yoko-geroi->ushiro-geri
Kata
Empi
Gojushihosho
Wszystkie techniki i kata wpierw robione są powoli z obciążnikami na nodze - po 1 kg. Następnie bez obciążeń, w normalnym tempie.
Oprócz tego przed i po treningu zasadniczym wykonuję trening ogólnorozowjowy.
"Czasy się zmieniają, świat się zmienia, więc oczywiście sztuki walki też muszą się zmienić" (Gichin Funakoshi, "Karate-do moja droga").
Powyższy cytat najczęściej odnoszony jest do zmian jakie nastąpiły w technikach karate, pewnej ewolucji sztuki walki, choć moim zdaniem powinien być rozumiany trochę szerzej.
Za czasów młodości G. Funakoshiego uczono karate w systemie 1 na 1 - jeden mistrz jeden uczeń. Sporadycznie - co zostało opisane ww. książce - na treningach było 2 uczniów. Następnie zaczęto wprowadzać karate do systemu edukacji w szkołach na Okinawie, a potem w Japonii. Mistrzowie zaczęli tworzyć swoje książki opisujące podstawy ich sztuki walki.
Potem przyszedł czas M. Nakayamy i pierwszych międzynarodowych publikacji, jak i licznych filmów instruktażowych, a przez wiele lat ze względu na rozwój technologii zmieniała się jedynie forma ich zapisu i dystrybucji.
W dzisiejszych czasach, z praktycznie nieograniczonym dostępem do internetu i zawartych w nim treści, możemy praktycznie bez przeszkód w każdym czasie sprawdzić interesującą nas kwestię związaną z karate.
Poniżej chciałbym Wam przedstawić parę rozwiązań, z których sam korzystam, a które mogą bardzo wydatnie wpłynąć na Wasze karate.
1. Nagrywaj siebie.
Rozwiązanie szczególnie polecane osobom, które trenują często same. Sam jestem taką osobom, bowiem nie zawsze mam możliwość trenowania z Sensei Larsem. Co za tym idzie mając na względzie jego uwagi staram się sam doskonalić moje karate. Powstaje jednak problem, jak sprawdzić czy wykonujemy dobrze technikę. Często jest bowiem tak, że o ile rozum wie jak technika powinna wyglądać, to jednak ciało wykonuje je błędnie. Można więc zostać w mylnym przeświadczeniu dobrze wykonanej techniki.
Na ratunek przychodzi tutaj nasz smartphone, wystarczy zaopatrzyć się w statyw (tripod) za ok. 10 zł ustawić i zacząć nagrywać. Nagranie można sprawdzać od razu po wykonanej technice (kombinacji) i na bieżąco wprowadzać poprawki, albo zrobić to dopiero w domu. Szczególnie przy wykonaniu kata polecam odpalenie sobie symultaniczne wykonania jakiegoś mistrza i nasze, tak będzie o wiele łatwiej zobaczyć co robimy źle.
Polecam nie kasować takich nagrań i gdzieś je trzymać. Zdarzyło mi się odnaleźć na chmurze jakieś zapomniane przeze mnie nagranie z czasów 1 kyu i mogłem gołym okiem zobaczyć, jak bardzo moje karate się rozwinęło od tamtego czasu.
2. Treningi online
a) Szczególnie przydatna metoda, w sytuacji gdy wyjeżdża się na studia. Często wtedy zmieniamy swoje miejsce zamieszkania, nie zawsze chcemy iść do innego klubu, a nadal chcemy trenować.
Niestety będzie tutaj potrzebna wola naszego Senseia, który ułoży nam jakiś trening, my go wykonamy i nagramy na naszym telefonie, a następnie mu prześlemy (np. youtubem jako film niepubliczny). Możemy też wysyłać konkretne techniki, kombinacje czy kata. Wszystko zależy od naszego i drugiej osoby poziomu i zaangażowania.
b) Można też trenować live. Od jednego Senseia z KWF słyszałem, że ma ucznia który wyjechał na studia. Osoba ta za nic nie chciała rezygnować z treningów, więc ze swoim Senseiem wpadli na pomysł treningów na Skype. W dojo została ustawiona kamerka internetowa, a trenujący miał możliwość praktycznie uczestniczenia w treningu, tak akby był na dojo. Zapomniałem dopytać, jak rozwiązali problem poprawiania techniki, ale zapewne użyli wyżej opisanej metody.
3. Oglądaj, słuchaj i czytaj
Warto wykorzystywać youtube, jadąc autobusem możemy oglądać kata, drille do kumite. Możemy słuchać podcastów o karate i sztukach walki, czy czytać blogi. Ja sam często słucham podcastów podczas prac domowych czy na działce. W ten sposób podwójnie użytecznie pożytkuję czas i trenuję Shin (umysł).
a) Youtube:
Youtube jest teraz tak bogaty w filmiki o karate i sztuki walki, że wymienię te które najczęściej (ale nie wyłącznie oglądam).
Ostatnio przez 10 dni przebywałem na obozie Karate. Dla zainteresowanych co to był za obóz i gdzie się odbywał odsyłam do mojego klubowego Facebooka - https://www.facebook.com/karate.tengu/, gdzie znajdziecie wszystkie informacje o obozie i wiele zdjęć.
Po zakończeniu obozu zacząłem się analizować jego przebieg i korzyści jakie niesie ze sobą trenowanie przez pełne 10 dni 2 razy dziennie karate. Mając na względzie, iż średnio treningi karate odbywają się 2 razy w tygodniu co daje 8 jednostek treningowych w miesiącu, to trakcie takiego obozu wyrabiamy prawie 250% miesięcznej normy.
Korzyści dla trenujących:
Bo kto powiedział, że trening musi być na Dojo :)
1. Dla osób początkujących jest to świetna okazja, żeby zapoznać się z Karate w ogóle. Na obozie miałem 2 dorosłe osoby, które dopiero zaczynały swoją przygodę z Karate. Częstotliwość treningów pozwoliła im nie zapominać - jak to ma normalnie miejsce - technik, które nauczyli się na poprzednim treningu. Ponadto mogli całkowicie oddać się treningowi nie zawracając sobie głowy prozą życia.
Wspomniane powyżej osoby - choć nie wiem czy to zasługa ich pojętności, czy mojego dobrego nauczania - były w stanie zdać pod koniec obozu egzaminy na 8 kyu.
2. Dla osób, które kontynuują naukę - jest to szansa na poprawienie błędów i ustabilizowanie wiedzy. Na moich treningach miałem grupę ok 30 dzieci (9 - 7 kyu), a głównie koncentrowaliśmy się na doskonaleniu Heian Shodan i Nidan uwzględniając standardy KWF, tj. poprawne używanie bioder w technikach (koshi kaiten).
I pod koniec obozu praktycznie wszyscy poprawili swoje Heian Shodan, w większość potrafiła zrobić poprawnie Heian Nidan. Tym samym uczestnictwo w obozie pozwoliło im na wskoczenie na poziom wyżej, co w normalnym trybie trenowania zajęłoby o wiele więcej czasu.
3. Dla średniozaawansowanych, była to okazja do poprawienia poszczególnych błędów. Na prowadzonych przeze mnie konsultacjach tzw. "douczkach" każdy mógł się zjawić z problemem technicznym, jak i w celu zweryfikowania poprawności wykonywanego kata/techniki. W związku z faktem, że byliśmy ciągle w jednym miejscu mogliśmy poświęcić tym osobom czas. Prowadzone przeze mnie douczki często trwały 1,5 - 2,5 godziny, gdzie latałem od osoby do osoby pomagając im w ich Karate. Nieoceniona była w tym pomoc moich Kohai Kamila i Kuby (Klub Karate Fudoshin), którzy wspomagali moje nauczanie i służyli rolą Uke.
Dzięki konsultacjom osoby były w stanie wyeliminować niedoskonałości swojej techniki, a co z tym idzie zrobić następny krok w stronę mistrzowstwa!
Korzyści dla instruktorów:
Dla mnie jako instruktora uczestnictwo w takim obozie było szansą na lepsze poznanie moich podopiecznych, bo spotkania dwa razy w tygodniu nie oddadzą tego, co przebywanie ze sobą praktycznie 24 h przez 10 dni.
Ponadto mogłem efektywnie nauczać, nie pojawiał się problem opuszczena sesji treningowej, zapomnienia poprzedniego tematu zajęć i skierowanych do adepta uwag. Dla mnie natomiast było wyzwaniem, aby każda jednostka treningowa był ciekawa dla trenujących.
Poza wszystkimi aspektami związanymi z Karate, taki obóz był świetną okazją na zintegrowanie się ludzi, dobrą zabawę na dyskotekach i ogólną rekraację.
Jednocześnie niektóre dzieci, co do których rodzice mieli wątpliwości czy dadzą sobie radę na takim wyjeździe pokazały, że są samodzielne i potrafią radzić sobie bez rodziców.
Podsumowując, jak macie okazję to jeździjcie/posyłajcie swoje pociechy na obozy Karate, bo jest to super zabawa i niesamowicie podniesie ich poziom Karate !
Już 7 września 2017 r. (czwartek) w naszym Dojo przy ul. Rayskiego 9 w Szczecinie odbędzie się trening otwarty Klubu Karate Tengu. Będzie to świetna okazja do spróbowania swoich sił w Karate i rozpoczęcia ten niezwykłej drogi :)
Posiadamy dwie grupy treningowe dla dzieci i dorosłych !
Pierwszy trening bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek opłat !
Link do wydarzenia na facebook - https://www.facebook.com/events/169723986930578/?ref=br_rs
Ostatnio Tatsuya Naka sensei (7 Dan JKA) na swoim kanale na youtubie (kuro-obi world) zamieścił trailer dokumentu, który opowiada o tym jak podróżował po Okinawie i poznawał tradycyjne okinawskie style karate.
Film pomimo swojej ceny 352 zł za DVD (a film ten nawet nie był nominowany do Oskara :P), zapowiada się bardzo ciekawie i może nawet jest jej wart. Od zawsze bowiem zastanawiało mnie ile z okinawskiego karate zostało zachowane w japońskim karate. W jednym z momentów nawet widać kiedy Naka sensei i inny karateka wykonują kata Jion (0:51). Zobaczyć tam można jaką ewolucję to kata przeszło z pierwotnej formy do obecnej, którą zna większość trenujących karate.
Obserwacja pierwotnych stylów okinawskim moim zdaniem może pokazać na prawdziwy sens danego ruchu, wyjaśnić (albo przynajmniej rozjaśnić) niezrozumiałe elementy kata. Sam często kiedy mam problem z interpretacją staram się sięgać do takich nagrań zamieszczonych w internecie.
Powyższa tematyka wydaje mi się ostatnia jeszcze bardziej bliska, bowiem jak pisałem ostatnio (link do posta) w Szczecinie dzięki pomocy mojego klubu odbędzie się seminarium okinawskiego karate. Tak na marginesie jedną z osób, które odwiedził Tatsuya Naka sensei jest Tsuyoshi Uechi sensei (1:39), który jest mistrzem Larsa F. Andersena sensei (patrz link powyżej).
Ważne jest tutaj uświadomienie, że style okinawskie nie są stylami budo, a jutsu. Budo jest bowiem właściwe dla japońskich sztuk walki. Co za tym idzie style te są nastawione na samoobronę i skuteczność w walce. Nie są one też tak ładne w oglądaniu, jeżeli porównać je z Shotokanem. Stawiają one jednak na skuteczność w walce (w szczególności w krótkim dystansie). Moim zdaniem takie doświadczenie jak trening tradycyjnego okinawskiego karate może dać dobry asumpt do zmian w treningu i zwiększenie nacisku na trening technik, które choć występują w karate Shotokan, to nie są powszechnie trenowane (choć są skuteczne w walce). Taka zmiana punktu widzenia może tylko dodać wartości naszemu karate! Zachęcam więc do eksplorowania innych stylów karate - czy nawet szerzej sztuk walk!
Przestrzegałbym osoby nieposiadające stopnia mistrzowskiego w swoim stylu przed takimi zabawami, bowiem może to spowodować "zanieczyszczenie" stylu, który się trenuje. Osoba posiadająca czarny pas (przynajmniej w założeniu) w stopniu podstawowym opanowała techniki danego stylu, pozwala jej to porównywać, znajdywać powiązania i brać z innych stylów to co ulepszy jej karate.
W ostatnią niedzielę miałem chwilę i zebrałem się do przeczytania kolejnej oczekującej na półce książki. Tym razem padło na "Zen w sztuce łucznictwa" autorstwa Herrgiela Eugena, a która została wydana przez moje ulubione wydawnictwo Diamondbooks.
Autor tej pozycji był filozofem i wykładowcą akademickim. W ramach swojej pracy naukowej zainteresował się filozofią Zen. W związki z tym zgodził się pracować jako wykładowca w Japonii, by móc w wolnych chwilach zgłębić ten temat. Z tego względu, że filozofia Zen była głównie nauczana poprzez takie aktywności jak łucznictwo, ikebana, kaligrafia, autor rozpoczął treningi łucznictwa.
Poprzez łucznictwo, schematy postępowań, potrzebę skupienia i wysokiej koncentracji miał on nauczyć się strzelać z łuku. Przy czym co interesujące, samo trafienie w cel było drugorzędne. Chodziło głównie o to aby chcieć strzelić i jednocześnie nie strzelić. Strzał miał być wykonany tak jakby podświadomie. Jest to trochę zbliżone do tego jak w prawie karnym opisuje się popełnienie przestępstwa w formie świadomej nieumyślności i związanym z tym godzeniem się na jego popełnienie. Opisuje się to jako sytuację, w której ani nie chce popełnienie przestępstwa, ani chce je popełnić, ale godzi się na to że może je popełnić (np. jako efekt uboczny swojego działania). Tutaj ze strzałem ma być tak samo "ma strzelić się" jak to wielokrotnie było w książce napisane.
Ta koncepcja dała mi do myślenie jeżeli chodzi o walkę w karate. Parę razy spotkałem się z tym jak jakiś Mistrz mówił aby nie nastawiać się na daną technikę. Aby o niej nie myśleć. Technika ma się pojawić, w sobie właściwym momencie. W łucznictwie osiągają to poprzez trening schematu strzelania, całego rytuału. W karate chyba poprzez kihon i kata.
Po przeczytaniu ww. książki dostrzegłem w tym co mówili Mistrzowie pewny środek na to jak powinno się walczyć. Jeżeli bowiem z kimś walczymy i ciągle mamy w głowie:
"- zaraz mu strzelę z tego kizami zuki, już za chwilę będzie na to okazja."
to nigdy nie dostrzeżemy innych okazji, możliwości innych technik. Walka jest spotkaniem dwóch osób, gdzie każdy z nich ma jakąś swoją taktykę walki, swoisty sposób poruszania i ulubione techniki. Jest tyle zmiennych, że niemożna się nastawiać na konkretną technikę bo wtedy przegramy. Będziemy bowiem spięci czekając na okazję by zrealizować nasz zamiar. To mąci nasz umysł, nie pozwala na swobodę i prowadzi nas do przegranej. Wielokrotnie sam miałem tak, że czekałem żeby "wsadzić" komuś wybraną technikę i w momencie kiedy przeciwnik robił ruch, inny niż zakładałem, mój cały plan sypał się jak domek z kart.
Podobne przemyślenia można odczytać z jednego cytaty Funakoshiego "Jak gładka powierzchnia zwierciadła odbija wszystko, co znajduje się przed nią, jak cicha dolina wzmacnia najsłabsze dźwięki, tak studiujący karate musi wyrzucić ze swego umysłu wszelkie samolubne i złe myśli, by móc właściwie reagować na wszystko, co znajduje się przed nim.", jako i również w słynnej wypowiedzi Bruce'a Lee "Opróżnij umysł, bądź bezforemny, bezkształtny – jak woda. Wlewasz teraz wodę do filiżanki, staje się filiżanką; wlewasz do butelki, jest butelką; wlejesz ją do czajniczka, staje się czajniczkiem. Woda może płynąć swobodnie lub niszczyć. Bądź jak woda, mój przyjacielu." Jak osiągnąć taki stan ? Poprzez wytrwałe ćwiczenia techniki. Kiedy będziecie robić ją (technikę) bezmyślnie, tak po prostu, wtedy będzie w stanie ją zastosować w odpowiednim momencie walki. Przecież jak dotykamy gorącego naczynia to nie myślimy żeby cofnąć rękę, po prostu ją cofamy. Choć nie można wyćwiczyć odruchów to można wyćwiczyć ruchy zautomatyzowane, które są podobne do odruchów. Tak właśnie powinniśmy walczyć, ale żeby tak było trzeba ciężko ćwiczyć przez wiele lat. I kiedyś nam się to uda i sami będziecie wiedzieli, że to było to!
Styl Shotokan został w całym świecie zdefiniowany przez JKA, to właśnie ta organizacja nadała ton systematyzacji i dała zasady trenowania/nadawania stopni w tym stylu.
W związku z tym legendarna seria książek Senseia Nakayamy "Best Karate" jest traktowana dla wielu organizacji jako kanon i standard wykonania kata. Co za tym idzie tylko te kata są trenowane i uznawane za Shotokan. Z niewiadomych dla mnie przyczyn w ww. serii książek nie znalazły się wszystkie kata należące do stylu!
Zapytacie pewnie jak to się stało i jakie kata zostały wyłączone z systemu?
Odpowiadając na pierwsze pytanie powiem, że nie mam zielonego pojęcia. Powód ten nie jest również znany internetowi (http://www.theshotokanway.com/jiin.html). Wiem za to jakie kata zostały wyłączone z systemu, są to Wankan i tytułowy Ji'in.
Ji'in szczególnie mnie zainteresował, bowiem po rozpoczęciu swojego treningu w Karatenomichi World Federation zauważyłem, że tzw. obrotówki (https://www.youtube.com/watch?v=eF-8OYHUnzU) są mi z jakiegoś kata znane. Ponieważ kiedyś spotkałem się z tym Kata na jakimś zgrupowaniu (było to jednak dawno temu), ale nie pamiętałem jak się nazywa to zacząłem przeszukiwać literaturę.W związku z tym po nieznalezieniu tego kata w Best karate, skierowałem swoje poszukiwania na internet. Tam też odnalazłem to kata i zacząłem je trenować. Jednak jako klasyczny Karate Nerd zacząłem szukać informacji o tym kata. Okazało się, że nie wszystkie organizacje Shotokanu praktykują to kata, w tym głównie JKA (znalazło to potwierdzenie w przestudiowaniu sylabusa JKA). Ku mojemu zdziwieniu SKIF (Kanazawa sensei) i JKS (Asai sensei, obecnie Kagawa Sensei) utrzymali to kata w swoich organizacjach.
Niewiele myśląc napisałem do Senseia Sid Tadrist z zapytaniem czy w KWF to kata jest praktykowane. Z wielkim radością przyjąłem, że tak, a ponadto otrzymałem informację, iż kata to jest coraz rzadziej trenowane, a Sensei Mikio Yahara chce jest utrzymać w systemie. Co niejako spotęgowało moją chęć dobrego opanowania tego kata.
Kiedy zacząłem je trenować okazało się, że jest to kata z pozoru łatwe, ale trudne do wykonania jeżeli robi się je z odpowiednią siłą i tempem. W szczególności "obrotówki" wyrywają z pozycji :)
Co do informacji o samym kata Ji'in to pochodzi ono z Tomari-te, a Sensei Funakoshi nazywał je Shokyo. Nie wiadomo dlaczego, ale kata to jest wraz z Jion i Jitte traktowana jak jedna rodzina. Moim zdaniem ma to związek z pozycją początkową.
Od czasu Itosu samo kata nie było ono poddane znaczącym zmianą, jednak Funakoshi nie nauczał go zbyt intensywnie.
Pomimo niezbyt dużej popularności tego kata, zachowały się nagrania z wykonaniem go przez mistrzów pochodzących z JKA.
Moim zdaniem kata to jest idealne do treningu w systemie KWF, pozwala na trenowanie dynamicznych "obrotówek" i przez to rozwijanie tej skomplikowanej techniki poprzez kata.
W trakcie poszukiwań moją uwagę przykuło wykonanie Senseia Kase, które jest trochę połączeniem wykonania Shotokanu i Shito ryu. Choć połączenie ciekawe, to nie wiem na ile to była wersja tego kata, a na ile osobista interpretacja/sposób wykonania Mistrza Kase.
Źródła:
K. Hirokazu, Shotokan Katate International Kata vol. 1,
Od jakiegoś czasu zauważam ruchy wielu organizacji mające na celu wprowadzenie Karate do grona dyscyplin olimpijskich. Ze względu na mnogość ww. organizacji od wielu lat jest to niemal niemożliwe. W związku z tym zaczęły one łączyć się w federacje, które poprzez zrzeszenie największej liczby karateków i unifikację przepisów sportowych pozwolą na to aby Karate było jedną z dyscyplin na Igrzyskach Olimpijskich.
W mojej opinii jest to najgorszy możliwy kierunek jaki może obrać karate-do na swojej drodze rozwoju. Będzie to taki sam błąd jak zorganizowanie pierwszego turnieju karate 1957 r. zaraz po śmierci Gichina Funakoshiego senseia - który notabene był wielkim przeciwnikiem rywalizacji sportowej. Poniżej przedstawię kilka argumentów, mam nadzieję przekonywujących, które udowodnią, że wprowadzenie Karate na Olimpiadę jest kiepskim pomysłem.
1. Karate - do to nie sport, a sztuka walki.
Niby podział wydaje się kosmetyczny, jednak ma ogromne znaczenie. Karate - do jako sztuka walki, należąca do rodziny Budo, jest nastawiona na rozwój człowieka ("do" znaczy droga). Nie chodzi tutaj tylko o rozwój sportowy, ale też osobisty (wewnętrzny). Dlatego Karate jest tak piękną sztuką bo jest dla każdego, dla młodego i starego, dla kobiety i mężczyzny, dla atlety i grubaska. Rywalizacja sportowa oczywiście w ramach ww. podejścia istnieje, ale jest ona tylko elementem a nie celem treningu. Jest jednym z etapów rozwoju, nauki odporności na stres, zmierzenia się ze swoimi słabościami.
Gichin Funakoshi kiedyś powiedział:
"Karate nie oznacza zwycięstwa, ale jest ideą, aby nie przegrać"1
W sporcie natomiast takie podejście jest nie do przyjęcia. Sport oznacza osiąganie wyników, zwycięstw, rekordów itp. Powoduje to, że wynik jest celem treningu. Człowiek nie trenuje by być lepszym człowiekiem tylko po to aby wygrać, pobić rekord. Co to oznacza w praktyce? Nic innego jak eliminowanie technik nieprzydatnych w sporcie i uczenie się tylko tego czym można wygrać walkę. De facto bierze się wycinek całej sztuki jaką jest karate i to tylko ten, który ma pozwolić wygrać walkę w ramach określonych przepisów.2
Poza tym spowoduje to, że do treningu Karate będą brane tylko osoby, które mogą osiągnąć wynik. Czyli np. mężczyźni w wieku ok 25-35 lat. Potem kariera sportowca będzie się kończyć.
Ponadto nie znam sztuki walki, która zyskała technicznie na dołączeniu do rodziny Olimpijskiej. Judo czy Taekwondo, stały się nieprzydatnymi w walce sztukami walki. Przecież jak Jigoro Kano tworzył judo, to było to nic innego jak ucywilizowane Ju-jutsu (sztuki walki samurajów). Co za tym idzie była to skuteczna i niebezpieczna sztuka walki. Obecnie to co widzimy daleko odbiega od pierwotnego Judo....3
Kiedyś Nishiyama sensei, powiedział bardzo mądre słowa. 95 % ludzi chce trenować karate dla aktywności fizyczne, rozwoju i samoobrony. Natomiast tylko 5 % chce startować w zawodach.
2. Unifikacja to kastracją dla karate.
Aby móc startować w zawodach, karate musi zostać zunifikowane na płaszczyźnie przepisów. Co za tym idzie, wszyscy aby wygrać będą robić to samo. Może to nawet spowodować zatarcie się różnic między różnymi stylami/szkołami karate.
Całe piękno w karate jest właśnie w tej różnorodności. Różnorodności w podejściu do walki, do kata. Sprowadzenie wszystkiego do jednego mianownika spowoduje, że karate będzie nijakie, podobne i trenowane w ten sam sposób wszędzie.
Zatracenie takiego dziedzictwa jakim są wszystkie japońskie i okinawskie szkoły karate, byłoby wielką stratą dla świata sztuk walk. Spowodowało by to powstanie nowego stylu Karate Olimpijskiego, które było by najpopularniejsze bo najbardziej dochodowe (dotacje sponsorzy itp)
3. Popularność karate.
Często słyszę argument, że karate musi być na olimpiadzie by było bardziej popularne. Jakoś żadnej sztuce walki, która jest na Olimpiadzie nie udało się prześcignąć w popularności Karate.
Przykładowo wg. wikipedi Judo na świecie jest trenowane przez ok 40 mln ludzi 4. Natomiast karate trenuje od 50 mln do 100 mln ludzi.5
Choć osobiście uważam, że Karate trenuje ok 60 - 70 mln ludzi!! Tak więc Karate pomimo tego, że nie jest na olimpiadzie ma ponad 20 mln więcej je trenujących. Karate jest więc bardzo popularne. Potwierdzają to również Polskie statystyki, Karate jest bowiem trzecią najpopularniejszą aktywnością fizyczną uprawianą przez Polaków. Ustępuje tylko piłce nożnej i siatkowej.6
Ja osobiście wierzę w Budo karate, trenowane z nastawieniem by wypracować tzw. coś kończący. Z nastawieniem aby była to skuteczna sztuka walki, która pozwoli na skuteczną obronę!
Stało się !
KWF Poland zostało zarejestrowane przez Sąd pod nr KRS 0000535617.
Teraz czeka nas ciężka praca nad rozwojem KWF w Polsce i rozprzestrzenienie tego pomysłu na trening Karate jaki prezentuje Sensei Yahara.
Nie będzie to łatwe, ale jak mówi Sensei Yahara "nie chcemy mieć dużej organizacji ale silną".
Mi przypadł zaszczyt pełnienia funkcji wiceprezesa, a jako studentowi prawa również osoby odpowiedzialnej za dokumentację i rejestrację stowarzyszenia.
Mam nadzieję, że niedługo usłyszycie o nas bo szykujemy parę projektów :)
Jak ostatnio wspominałem miałem długą przerwę w treningu, gdy podliczyłem jaką to wyszło ponad 3 tygodnie. Niby niewiele pomyślałem przed pierwszym treningiem. Jak się potem okazało była to stanowczo za długa przerwa.
Trening zaczął się jak zwykle od Kihonu i już tutaj pojawiły się problemy. Mój mózg niby wiedział co ma robić ale ciało nie nadążało. Włączyła mi się totalna desynchronizacja technik, co nota bene doprowadzało Senseia Larsa do szewskiej pasji. Problem ten nie dotyczył tylko mnie ale wszystkich trenujących, oczywiście jednych w mniejszym drugich w większym stopniu.
Co najśmieszniejsze trening był mocno techniczny ale nie za bardzo męczący. Nie mniej jednak dzień po treningu miałem straszne zakwasy, których już nie miałem(przynajmniej po takim treningu) od dawna.
Trening czwartkowy był już stanowczo lepszy w moim wykonaniu. Jednak rozruszanie się po takiej przerwie jest ważne.
Teraz czas łapania formy - chyba wrócę do biegania - bo w lutym czeka naszą ekipę wyjazd na seminarium Senseia Yahary do Londynu. O tym jednak później :)
Na koniec pamiętajcie nigdy nie róbcie sobie przerw w treningu. Nawet małe ćwiczenia po 5-10 minut np. wykonując Ten-no-kata, pozwoli wam utrzymać względną formę !!
Niestety nie za pocieszającą informacją jest to, że ani ja ani mój Sensei Lars Lassen nie poprowadzimy tego treningu ze względów chorobowych. Okazało się, że podobne paskudztwo się przypałętało do każdego z nas ;/
Nie mniej jednak trening poprowadzi mój kolega i instruktor w klubie Kamil Bobrowski, którego badawcze podejście do treningu może wielu przypaść do gustu !! Ja postaram się pojawić za to na początku zajęć, na krótką rozmowę i sprawdzenie kto przyszedł :)
No i minął ten dobry pod względem wypoczynku, ale fatalny pod względem treningów czas świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra i od niedawna święta Trzech Króli....
Zawsze rozbija to treningi bo ludzie wyjeżdżają na święta, mają pełno rzeczy do zrobienia etc. W tym roku ponadto święta wypały w środku tygodnia więc będąc rozsądni odwołaliśmy treningi do nowego roku. Chcąc nie chcąc przeciągnęło się to do święta Trzech Króli, który wypadł w wtorek (wtedy mamy treningi).
Czas wrócić do treningów w najbliższy czwartek, no może nie do końca bo jak na złość się rozchorowałem... ;/
Nie mniej jednak przypomnę obrazek, który zaczął krążyć po branży Karate w tamtym roku :)
Wiele osób ogranicza swój trening karate do wyłącznie treningów. Dobrze jeżeli jest ich 3 lub więcej w tygodniu. Niestety nie wszyscy mają taki komfort by móc uczestniczyć we wszystkich. Szczególnie dotyka to osoby na studiach lub takich, którzy zaczęli dorosłe życie mają pracę i rodzinę.
Biorą pod uwagę, że Karate jest drogą rozwoju na całe życie chcę Wam dać narzędzie dzięki, któremu będziecie mogli trenować praktycznie w każdych warunkach. Nawet w małej kawalerce nie mając więcej miejsca jak 2-3 m2.
Wszyscy pewnie myślicie, że najprostszym kata jest taikyoku shodan, otóż nie ! Istnieje jeszcze Ten No Kata 天の形. Jest ono genialnym narzędziem do codziennego treningu i pozwala na rozwój naszego karate nawet w warunkach, które temu nie sprzyjają. Z tego co się dowiedziałem szukając informacji o tym kata w internecie, zostało ono przedstawione przez Gichina Funakoshiego w Karate-do Nyumon. Niestety nie jestem w stanie tego sprawdzić, ze względu na brak dostępu do powyższego dzieła. Niemniej jednak zdjęcie przedstawione poniżej na moje oko przedstawia syna Funakoshiego Gigo. Więc może to być prawda.
W związku, że trudno jest znaleźć jakieś przyzwoite grafiki posłużę się transkrypcją :)
Zaczynamy od pozycji swobodnej jak każde kata i po każdej technice wracamy do niej (wobec czego pominę to w transkrypcji).
I tak jak widzicie robiąc tylko krok do przodu i krok do tyłu można przećwiczyć nie dość, że całą gamę technik, to na dodatek mocno poćwiczyć biodra, dynamikę etc.
Należy pamiętać aby wykonywać te techniki z należytą starannością, bo lepiej w ogóle nie ćwiczyć techniki niż ćwiczyć źle. Uwierzcie mi oduczenie się tego co człowiek długo trenuje jest cholernie trudne. Kiedyś jeden Sensei na seminarium, na którym byłem powiedział "jak zrobicie jedną technikę źle 10 razy to potem 300 powtórzeń będziecie ją poprawiać".
Aby naprowadzić Was jak mają wyglądać w szczególności techniki uke, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu z Sensei Naka. Film jest po niemiecku, ale po samym obrazie od razu widać o co chodzi.
Ostatnio z powodu wyjazdu mojego Senseia, przejąłem obowiązki prowadzenia treningów. Od ostatniego czasu kiedy w miarę systematycznie je prowadziłem minęło trochę czasu.
W związku z tym, że chciałem uatrakcyjnić trochę treningi zacząłem wszystkim wprowadzać trening podstaw Kumite.
Podczas tych treningów zauważyłem, że wiele osób szczególnie ze stopniami uczniowskimi nie klei całego systemu treningu Karate.
Przez system rozumiem "wielką trójce" - kihon, kata, kumite. Te trzy elementy tworzą cały system edukacji karate. Wszystkie te elementy łączą się ze sobą i wzajemnie przenikają.
I. Kihon
Wpierw poznajemy kihon czyli według wikipedi podstawy. Uczymy się podstawowych technik. Warto przy okazji wiedzieć, że na samym początku kihonu nie było. W na początku Karate, jeszcze na Okinawie, trenowano samo kata. Kihon stworzono dopiero potem, przy wprowadzaniu Karate do szkół. Kihon stanowi nic innego jak rozłożone na elementy z kata. Stworzono to po to aby móc nauczać sprawniej podstaw. Kiedyś trenowało się jedno Kata, do póki ktoś nie robił go perfekcyjnie i wtedy mógł zacząć nowe. Jednak to było możliwe wtedy gdy trening był indywidualny. Przy wprowadzeniu Karate do szkół trenowanie samego kata nie było możliwe. Więc stworzono kihon.
Tutaj powstaje nierozłączne połączenie kihonu i kata. Ludzie automatycznie łączą to, że trening kihonu wpływa na poziom kata.
II. Kata
Sensei Yahara i jego Unsu.
Kata stanowi esencję Karate. Zawierają w sobie wszystkie techniki występujące w Karate. Często takie, których nie można trenować w kihonie (wglądało by to śmiesznie i było mega niepraktyczne).
Kata od zawsze pozwalały przenosić wszystko co jest ważne w Karate wszędzie.
Kata jest przecież zapisem walki. Więc przez kata uczymy się jak walczyć, taktyki i sposobu poruszania się w walce.
III. Kumite
Sensei Yahara w walce.
Kumite jest walką. I tutaj powstaje problem, ludzie nie łączą powyższych elementów z kumite. Wydaje mi się, że ludzie myślą, że kumite rządzi się swoimi prawami.
Jednak kihon i kata prowadzą do wykształcenia techniki i umiejętności, które winniśmy stosować w kumite.. Jest to nic innego jak kihon i kata ale z właściwą dla kumite dynamiką! Strzela mnie gdy ludzie mają dobrą technikę, a w walce robią, no nazwijmy to szczerze, kaszanę.
Musicie wiedzieć, że te wszystkie elementy tworzą Karate. Nie ma tutaj rozdzielności.
IV. Podsumowanie
Próbując wytłumaczyć to wszystko moim adeptom zacząłem dokonywać porównań do życia. Zacząłem od nauki pisania. Wpierw uczmy się pisać litery (kihon), następnie czytamy dzieła literacki (kata), a następnie możemy tworzyć własne dzieła (kumite). Warto mieć też na uwadze, że jak ktoś staje się wybitnym pisarzem to wprowadza swój element charakterystyczny (tak powstają między innymi nowe federacje karate czy style).
W związku z powyższym nie można dobrze walczyć w kumite nie będąc dobrym w kata i kihonie. Wszystkie ww. elementy tworzą Karate. Jak będziemy każdy element ćwiczyć osobno to tracimy czas i mijamy się z sensem treningu Karate.
Mój punkt widzenia jest spójny z tym co reprezentuje swoim Karate Sensei Yahara, które mam to szczęście ćwiczyć. Wydaje się on najbardziej logiczny i rozsądny. Bo po co ćwiczyć to wszystko gdy nie prowadzi to do doskonalenia naszego Karate.
A dlaczego kihon jest jak gulasz ? Wynika to z tego, że zapędziłem się w porównaniach i przyrównałem kihon do nauczenia się gotowania gulaszu. Co w miarę zasłużenie spowodowało uśmiech na twarzach trenujących. Choć to śmieszne to jednak ciutkę prawdziwe :)
Często w internecie widujemy przeróżnych mistrzów karate z wielu dziwnych i małych federacji. Jak zatem stwierdzić czy rzeczywiście to co widzimy ma jakikolwiek związek z karate.
Sensei Lars Lassen podczas seminarium w Zamościu, w którym miałem zaszczyt mu asystować, powiedział jedną bardzo ważna rzecz. Spytał się uczestników "co odróżnia karate od tańca?", wszyscy patrzyli po sobie szukając odpowiedzi. Po paru chwilach ciszy Sensei sam udzielił na to pytanie odpowiedzi "biodra!".
Zapytacie teraz zapewne, że przecież w Karate chodzi o technikę o kihon i kata. I zgodzę się z Wami ale tylko w części.
Karate jako sztuka walki (tak, karate to nie sport) i ma nas nauczyć technik samoobrony. Nie mniej ni więcej ma nas oduczyć naszych nawyków i wprowadzić do naszych odruchów techniki karate. Poprzez kihon, kata czy kumite uczymy się schematów obrony, rozwiązań ataku.
W realnej walce jednakże nie stosujemy czystego karate. Emocje i adrenalina powodują, że największą rolę zaczynają odgrywać odruchy. Ważne jest więc aby w treningu wprowadzać takie elementy, które poprzez wielokrotne powtarzanie spowoduje nabycie nowych, lepszych odruchów, które winny stać się naszą bronią.
W związku z tym trenując samą technikę - formę zewnętrzną - bez uczenia się umiejętności generowania energii tylko tańczymy (patrz zawody WKF). To czego zawsze uczono w Japońskim karate to umiejętność generowania energii z kompresji i właśnie rotacji. Bez umiejętność używania bioder nie będziemy trenować karate. Bez użycia bioder ani technika ręczna ani nożna nie będzie skuteczna. Ba! Nie będzie nawet poprawna.
Jak ktoś chce zobaczyć jak powinna wyglądać praca bioder niech zajrzy na YouTube poogląda filmiki z KWF, albo JKA, a następnie niech to porówna z karate sportowym.....
Po obejrzeniu tego sami zobaczcie co jest karate, a co tym karate nie jest :)
Dawno nie pisałem nic na blogu. Wynikało to z prostego faktu, że nie miałem ani czasu ani głowy do tego. Wpierw czekała mnie sesja egzaminacyjna na moich studiach, potem egzaminy w klubie. W międzyczasie organizowałem przyjazd Senseia Sida Tadrista 7 Dan KWF do Polski i samo seminarium
Jak to wszystko się skończyło to byłem tak wypalony, że nie miałem nawet pomysłu o czym pisać.
Teraz jednak wracam z nowymi wpisami. Najnowszego oczekujcie już niedługo !!
W dzisiejszych czasach jest wiele osób, które chcą trenować karate. Zdarza się jednak tak, że nie mogą systematycznie uczęszczać na treningi albo wiedza ich instruktora jest niewystarczająca. Zazwyczaj jest to element stopujący rozwój adepta. Często takie osoby szukając rozwiązania tego problemu sięgają do książek o karate jak i filmików instruktażowych. Mało jest jednak osób zamieszczających profesjonalne przygotowany materiał o wysokim poziomie merytorycznym.
Od teraz nie musicie już szukać, bowiem proponuję wam filmy tworzone przez ucznia Sensei'a Hirokazu Kanazawy - u którego trenował 3 lata i nawet opisał to w książce - posiadacza 5 Dana SKIF.
Przedstawiam wam Sensei'a Paul'a Walker'a, od teraz waszego nowego Sensei'a online.
Osobiście wielokrotnie polecam osobom, które uczę jego filmiki jako uzupełnienie treningu. Wiem, że zawarta tam wiedza jest rzetelna i pochodzi od prawdziwego Mistrza Karate jakim jest Sensei Kanazawa. Autor filmików zawsze w sposób prosty i zrozumiały wyjaśnia dany aspekt karate. Moim zdaniem filmiki przydatne są zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych.
Podczas Świąt Bożego Narodzenia zgodnie z tradycją słowiańską prawie wszyscy Polacy obżerali się i leniuchowali. Wczoraj mieliśmy Sylwestra, gdzie oprócz jedzenia dodatkowo wszyscy spożywali alkohol znacznych ilościach i bawili się do białego rana. Jutro mamy już normalny dzień powszedni i trzeba pójść do pracy/szkoły, ale najważniejsze trzeba pójść na trening.
Dla wszystkich tych, którym brak motywacji Mistrz Kiyohide Shinjo - jemu nie możecie się sprzeciwiać!
Wszystkim moim czytelnikom chciałby życzyć szczęśliwego nowego roku 2014 r. Pełnego dobrych treningów i znacznego przyrostu umiejętności. Życzę również odnalezienia swojej Drogi Karate i to takiej którą będziecie podążać całe życie.
Nie wiem jak dla Was ale dla mnie rok 2013 był intensywny, w szczególności jeżeli chodzi o sprawy związane z moim karate.W dniu 12 maja zdałem na shodan. Było to dla mnie od dawna (13 lat) oczekiwany moment, udało mi się i to za pierwszym razem !:) We wrześniu wraz z moim obecnym Sensei'em Larsem Lassen i grupą pasjonatów założyliśmy Klub Karate Fudoshin, który póki co dobrze się rozwija. Więc jak widać trochę roboty miałem :) Tym bardziej, że cała papierologia spoczęła na mnie ;P
Co planuję w tym roku ? Osobiście dalszy rozwój mojego Karate - obecnie na tapetę wziąłem kata Jitte :) Mam również zamiar wyleczyć w końcu moją kontuzję kolan - której nabawiłem się na moim egzaminie.
Jak już kiedyś wspominałem jestem Karate Nerdem, związane to jest między innymi szukaniem wszystkich możliwych materiałów nt. karate w sieci. Od kiedy powstał youtube stało się to o wiele łatwiejsze ze względu na możliwość otrzymania dużej liczby materiałów filmowych związanych np. z interesującym nas kata. Poprzez lata swoich poszukiwań na yt znalazłem wiele interesujących kanałów w tym kanał Olega Larionov'a, który zamieszcza sporo materiałów dotyczących szeroko pojętego karate tradycyjnego.
Jakiś czas temu zapowiedział on publikację serii filmów dokumentalnych z miejsca narodzin karate Okinawy. Z niecierpliwością czekałem na pierwszą część, a doczekałem się jej w okresie świątecznym co potraktowałem jako dodatkowy prezent :)
Materiał przedstawia szkołę Okinawa Shorin-ryu Kyudokan Karate i jej wielkiego mistrza Soke Minoru Higa. Autor znakomicie "wprowadził nas" w mury Dojo jak i przeprowadził pasjonujący wywiad z Soke, który znakomicie przedstawia założenia tradycyjnego karate - bez względu na praktykowaną szkołę. Zapraszam do oglądania :)